Gabinet

Medycyny Naturalnej

Gabinet Medycyny Naturalnej
ul.Sidorska 59; 21-500 Biała Podlaska
Otwarte Pn - So  w godzinach: 14.00 - 18.00 Kontakt

                 
                               
 
Ogólnie      Ela -wiecej
Na pozór delikatna i eteryczna, a w głębi silna, odważna kobieta. Niezwykła wrażliwość, jaką dysponuje od dziecka, pozwala jej na wczuwanie się w sytuację innych i tworzenie dojrzałej, ekspresyjnej poezji. Mimo przeciwności losu znalazła w sobie siłę, by pokonać nieuleczalną chorobę. Teraz pomaga innym. Elżbieta Kuc z Białej Podlaskiej, bo o niej mowa, jest poetką, teatrologiem, naturoterapeutką.

Poezję tworzy odkąd pamięta. Pierwsze wiersze kazała starszej siostrze rysować, bo sama nie umiała jeszcze pisać. - Były to mniej lub bardziej określone wizje. Opowiadałam o tym co czuję, widzę gdzieś w głębi siebie, a ona to rysowała - Ela uśmiecha się do wspomnień. Kiedy opanowała sztukę pisania zaczęła ujmować w słowa swoje odczucia, obserwacje, przemyślenia. Z biegiem lat wiersze nabierały konkretnej formy, stawały się coraz dojrzalsze. Będąc w pierwszej klasie liceum wysłała swoje utwory na konkurs literacki ogłoszony przez "Słowo Podlasia" i zdobyła wyróżnienie. W tym czasie redakcja umożliwiła młodym twórcom publikowanie na łamach pisma. Elżbieta pisała wiersze i artykuły. Publikowała także w "Kwartalniku Podlaskim", "Sztandarze Ludu", "Życiu Literackim", "Kresach Literackich" i w "Słowie Powszechnym". Współtworzyła gazetę literacko - artystyczną "Jeszcze Jedna" i bialski Klub Literacki "Maksyma". W 1989 r. ukazał się jej debiutancki tomik "Niekontrolowany uścisk dłoni". Była zaskoczona, że do publikacji wybrano właśnie jej utwory, najmłodszej z klubu. Recenzentów zachwyciła dojrzałość jej poezji. - Myślę, że brało się to z wrodzonej empatii. Zawsze udzielały mi się emocje innych osób, które znajdowały ujście w wierszach - wyznaje.

Po maturze trafiła do Studium Teatralnego w Kaliszu. Wybór szkoły był po części przypadkowy, a po części zgodny z jej artystycznymi zainteresowaniami. Ukończyła ją z zawodem instruktora kulturalno-oświatowego o specjalności teatralnej. - Dzięki tym studiom nauczyłam się wyrażania siebie w sposób kontrolowany, co przy moim poziomie empatii okazało sie bardzo przydatne w życiu - twierdzi.

Po studiach Elżbieta pracowała jako instruktor teatralny w Osiedlowym Domu Kultury "Piast" i "Eureka", zaś w Gminnym Ośrodku Kultury w Worońcu jako regionalistka i konserwator zabytkowych mebli. Swoją pracę zawsze traktowała bardzo poważnie. Ucząc dzieci i młodzież technik teatralnych robiła to z pełnym zaangażowaniem. Jej wychowankowie z powodzeniem brali udział w wielu konkursach regionalnych i ogólnopolskich.

Choroba przyszła niespodziewanie. Na początku Elżbieta nie mogła uwierzyć w diagnozę. Dwa niebezpieczne wirusy zaatakowały jej wątrobę, spowodowały marskość tego organu i niemal stan przedrakowy. Dla matki wychowującej samotnie dwoje dorastających dzieci było to podwójnie trudne. Nie chciała by patrzyły jak umiera. Córka Kaja uczyła się w tym czasie w Liceum Sztuk Pięknych w Zamościu. Synowi Kubie także doradziła, by wybrał szkołę w innym mieście. Zgodnie z zainteresowaniami zdecydował się na technikum chemiczne w Lublinie. - Dla ich dobra postanowiłam, że stoczę tę walkę sama, choć nie było to łatwe - przyznaje. Początkowo wydawało jej się, że to już koniec. Potem dostrzegła w sobie nieodpartą chęć życia, więc pomyślała, że to nie może się tak skończyć. Podjęła leczenie. Była wszędzie i zażywała wszystko, co zalecili lekarze, nawet nowy, mało testowany jeszcze wtedy lek, ale dawało to bardzo słabe efekty. Wówczas Elżbieta zainteresowała się terapiami naturalnymi. Odwiedzała ośrodki zajmujące się medycyną niekonwencjonalną i szukała metody najlepszej dla siebie. Zainteresowała się filozofią buddyzmu. Spotkała wielu wartościowych ludzi, od których nauczyła się, jak być dobrym dla siebie i innych. Zaczęła praktykować jogę i medytacje. Ćwiczenia te pozwoliły jej oczyścić umysł i ciało, inaczej spojrzeć na swoje dotychczasowe życie i zmienić je. - Uporządkowałam priorytety. Postnowiłam , że będę kochać każą chwilę i żyć każdą chwilą. Będę wierna sobie i nie zrobię nic, co byłoby niezgodne z moimi przekonaniami. Odtąd nie marnuję już czasu na to co było, nie koncentruję nie na tym co złe. Unikam konfliktów. Tworzę nowe, dobre jutro. Na to wykorzystuję swoją energię - podkreśla.

Spotkania z buddystami utwierdziły Elżbietę w przekonaniu, że nie ma religii lepszej i gorszej. Wszystkie opierają się na zasadzie miłości bliźniego. Dlatego nie odczuła potrzeby zmiany wyznania z katolickiego na buddyzm. - Bóg jest jeden, więc jeśli będę dobrą chrześcijanką to będę się spełniać w tej religii, w jakiej zostałam wychowana i jaka jest mi bliska - mówi.

Spośród poznanych metod naturoterapii wybrała reiki. Słowo to pochodzi z języka japońskiego i oznacza uniwersalną energię życiową, którą wypełniona jest przestrzeń, siłę działającą zawsze i wszędzie we wszystkich istotach i rzeczach wszechświata. Energia ta ma doprowadzać organizmy do pełnej równowagi na wszystkich płaszczyznach, wzmacniać siły życiowe, przynosić ulgę w cierpieniu, dawać poczucie własnej wartości, uczyć miłości, akceptacji siebie i innych. - Reiki nie zastępuje lekarza, ale pozwala na ograniczenie korzystania z jego usług. Gdy zajdzie potrzeba znakomicie wspiera działnie medycyny akademickiej i powoduje szybszy powrót do zdrowia - zaznacza Elżbieta. Dodaje, że reiki nie jest religią ani filozofią. Jest energią i sztuką jej wykorzystania, którą ponownie, pod koniec XIX wieku, odkrył dr Mikao Usui. Do Polski metodę tą przeniosła m.in. s. Mariusza - Jadwiga Bugaj - ze Zgromadzenia Sióstr Pasjonistek.

Elżbieta Kuc skorzystała z reiki by pomóc sobie. Potem zapragnęła dzielić się nią z innymi. - Zdolność przekazywania tej energii może posiąść każdy, kto wyrazi szczery zamiar uzyskania dostępu do niej, ukończy szkolenie prowadzone przez mistrza reiki i uzyska odpowiednie wtajemniczenia - mówi. Jej mistrzem była Małgorzata Kołakowska z Warszawy. Elżbieta uzyskała certyfikaty z I i II stopnia reiki, II stopnia specjalistycznego reiki oraz kundalini reiki. Ma tytuł mistrza nauczyciela i uzdrowiciela. Ponadto zdobyła uprawnienia na przeprowadzanie zabiegów świecowania i konchowania uszu, starej metody zaszczepionej od Indian Hopi, a działającej głównie na schorzenia uszu, zatok, dróg oddechowych i głowy. Jest członkiem Lubelskiego Cechu Naturoterapeutów i Radiestetów. Pomogła już wielu osobom. Jak twierdzi największą satysfakcję sprawia jej rozwikłanie choroby, bo każda ma jakieś podłoże, przyczynę. - Choroba powstaje w naszej głowie. Tam ją hodujemy przez lata. Zaczyna się od lęków, obaw, strachów, od niezałatwionych spraw, które nękają nas miesiącami i latami. Powstaje wewnętrzny konflikt, z którym nie potrafimy sobie poradzić, a następstwem są choroby. Uzdrowienie może rozpocząć się tylko wtedy, gdy zmienimy podejście do życia, zrezygnujemy z wyniszczających nas nałogów i przyzwyczajeń, oczyścimy organizm i często także sumienie - podpowiada Elżbieta.

Praca z ludźmi daje jej ogromne zadowolenie. Pomaga innym a jednocześnie rozwija swoją osobowość. Narzuciła sobie pewną dyscyplinę i jest konsekwentna. Codziennie rano wstaje trochę wcześniej, by mieć czas na medytację i modlitwę. To wycisza i daje siłę na cały dzień, który kończy także medytacją i modlitwą. Regularnie chodzi na badania i kontrole lekarskie. Wyniki wskazują, że jest zupełnie zdrowa. - Lekarz trochę się dziwi, a ja cieszę się, że udało mi się doprowadzić organizm do normy. Na jak długo? Nie wiem i nie myślę o tym. Cieszę się każdym dniem - podkreśla.

Znów pisze wiersze. Dwa lata temu wydała tomik "Uczłowieczanie chromosomów". Powstają kolejne utwory, ale dla Elżbiety najważniejsze teraz są dzieci, praca z ludźmi i rozwój osobisty. - Tak już będzie przez cały czas - podsumowuje naszą romowę.

Małgorzata Brodowska

 
 
 

Kontakt osobisty:
Elżbieta Kuc: tel. 507-822-928; e-mail